home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Rafał   data 2013-08-03

Sowoholik, czyli świat oszalał (część 1)

Jest 9 rano, o tej godzinie w wakacje Stare Miasto w Poznaniu wygląda jeszcze bardzo osowiale. Nawet wszędobylskie gołębie są  nieco ospałe, panującymi od kilkunastu dni upałami. Podążam ulicą Wrocławską, prowadzącą w kierunku Kupca Poznańskiego. Po prawej stronie moja ulubiona pierogarnia. Najlepsze pierogi w mieście serwuje „Chatka Babuni”. Małpi gaj z bananami i nutellą czy pierogi Babki Matrioszki kuszą mnie jak zawsze. Rozsądek jednak podpowiada, że trochę na to za wcześnie.

Po drugiej stronie ulicy Lilou, wyznaczający najnowsze trendy w wisiorkach i bransoletkach. To tu kupiłem swoją pierwszą… sowę. Zerkam na prawy nadgarstek owinięty rzemykiem, na którym siedzi śliczna złota sowa. Wygrawerowany na pamiątkę Buboborów napis „Bubo bubo” wprowadza mnie w chwile zadumy. Nie trwa ona jednak zbyt długo...

Do rzeczywistości przywołuje mnie odgłos, rodem z lasu, moja smsowa sowawłochatka. Połowa moich znajomych ma wgrane odgłosy ptaków w telefonie, a połowa z tej połowy to sowy. Podczas różnych spotkań i konferencji ornitologów czy leśników dochodzi do komicznych sytuacji. Ostatni raz w Puszczykowie… gdy sowy huczały z telefonów jak na jakimś zlocie Rady Puchaczy. Swoją drogą próbowaliście wpisać kiedyś w Google zlepek słów „rada puchaczy”. Wyniki mogą być zadziwiające, od wierszy Brzechwy i piosenki o tym samym tytule, którą zna większość rodaków, głównie z reklamy telewizyjnej po nazwę klubu kibica Polonii Warszawy.

Wracając jednak do smsa, tym razem znajomy przesłał mi link do strony www.owlshoppe.com.  Poszukiwałem ostatnio pokrowca na smartfona. A tu proszę… co za niespodzianka, pokrowiec imitujący słoje drewna z namalowaną sową! W tym sklepie można kupić wszystko, dosłownie wszystko, z sowami dla jasności. Potrzebujecie torby, torebki, okrycia na ipody, laptopy, poduszki, kubki, koszulki, zegary, kartki okazjonalne, biżuterię czy nawet skarpetki? Dobrze trafiliście, w tym miejscu w sieci ogranicza nas tylko sowia wyobraźnia. Idąc za ciosem wpisuje kolejny link, prowadzący do marketu: www.zazzle.co.uk/owl+gifts. Moim oczom ukazuje się 57 000 sowich rekordów, na blisko 1000 stronach mojego smartfona. Pomocy, czy ktoś pożyczy mi swój czas, bym zdążył je przejrzeć!?

Wyczekałem, aż emocje zakupoholika nieco opadną. Uśmiechnąłem się do siebie „bez przesady, nie popadajmy znów w jakąś sowo-manię”. I w tym właśnie momencie moją uwagę zwróciła śliczna dziewczyna, która dziarskim krokiem zmierzała przez wąskie uliczki miasta w kierunku Ratusza. Miała na sobie kremową koszulkę, luźno wiszącą na ramiączkach, której całą powierzchnię zajmowała rzecz jasna sowa, zdobiona złotymi nićmi, cyrkoniami i perełkami. Takie damskie koszulki to jeden z najnowszych hitów mody. Różnokolorowe, świecące i lśniące sowy przechadzają się teraz w pełnym słońcu ulicami miast. Czy jesteśmy świadkami narodzin nowego gatunku? Sowoholiczka, aktywność dzienna, barwna i piękna, nie boi się choć bywa płochliwa, zaniepokojona trzepocze długimi rzęsami!

Przyspieszam kroku, wpadam na Półwiejską i kieruję się w stronę Starego Browaru, mojej ulubionej Galerii w Poznaniu. To prawdziwe dzieło architektury, łączące przeszłość z nowoczesnością i elegancją. Uroku dodaje pięknie odrestaurowany Park, w którym można sobie odpocząć na trawie przy chilloutowych rytmach "live", rozkoszując się w dodatku lokalnymi napojami. Po drodze jednak w witrynie okiennej mignął mi zegar z sową. Nawet nie zwolniłem tempa. Nie poddam się sowo-manii!

Zmierzałem do Empiku, w którym ostatnimi czasy wypatrzyłem kilka nowości muzycznych i filmowych. Po półgodzinnym buszowaniu w półkach sklepowych podchodzę do kasy, a tam uśmiechnięta Pani przyjmuje ode mnie towar. Ja jednak nie mogę oderwać wzroku od jej… uszu. Zdałem sobie sprawę, że stanąłem oko w oko przed pięknym sowoholikiem. Jak się bronić? 

Z łomoczącym sercem przełamałem się i rzekłem „ma Pani piękne kolczyki w sowy, naprawdę urocze”. Są takie momenty w życiu mężczyzny, że po jednym zdaniu czasami warto drugiego nie wypowiadać.  Jednak jak na prawdziwego faceta przystało nie pamiętam o tej zasadzie i dodaje „bo wie Pani, jestem ornitologiem i bardzo lubię sowy”. W takich chwilach, chciałbym by otchłanie Hadesu czy czegokolwiek pod moimi stopami się rozstąpiły i przyjęły mnie z otwartymi ramionami. Gdy chcesz być naturalny, otwarty i bardzo się starasz, by tak odebrali Ciebie inni osiągasz efekt zupełnie przeciwstawny. Wniosek, nie staraj się. A podryw na sowy? Przecież chciałem tylko zagadać, a te kolczyki z jakiegoś metalu, nieco w gotyckim stylu naprawdę były ładne. No cóż, Pani się uśmiechnęła, podziękowała, a ja odchodząc z głupim, sowim wyrazem twarzy musiałem podbudować swoją wiarę we własne możliwości. Wiecie, że połowa ludzi na świecie uważa, że sowa ma minę znudzonego, grymaśnego kota. Zatem chyba właśnie taką miałem…

Dla poprawy nastroju odpalam "Fejsbuka", a tam na pierwszym miejscu z 10 tysiącami lajków z całego świata zdjęcie najmniejszej sowy globu, zdającej się dziwnie ironicznie mrugać okiem. Pod nią napis: „dziś będziesz miał udany dzień”. Pod napisem kolejny napis „Gdy coś może się nie udać, nie uda się na pewno”. Uroczo, pomyślałem. Profil „Owls” publikuje codziennie a miny sów zdają się same mówić za siebie i być przydatne na każdą życiową okazję. „Idziesz na imprezę, mogę pójść z Tobą?”, „Widzę Cię!”, „Rozchmurz się!”,  Kochajmy się zawsze”, „Kto wymyślił Słońce…dajcie mi spać” etc. Nie jestem jedyną osobą, która tam zagląda. Prócz mnie 190 000 osób potrzebuje takiego wsparcia.

Przez te emocje poczułem wyraźny brak endorfin. Postanowiłem szybko odwiedzić moją ulubioną cukiernię z pralinkami. Znajduje się ona w nowej części Starego Browaru, po prawej stronie tuż przed wyjściem. Oczywiście nazywa się „Cukiernia Sowa”. Kupuję pralinkę w kształcie sowy, opakowaną w śliczne małe pudełko zdobione rysunkiem sowy. Są  dwie wersje do wyboru: białe i brązowe, niczym dwie odmiany barwne puszczyka. Może je komuś sprezentuje, przecież nie zjem sam, muszę ograniczać słodkie, ale może zacznę od jutra…

Pora wracać do domu, przed przystankiem tramwajowym mijam kiosk, może jakąś literaturę powszechną warto by poczytać. Co my tu mamy, Mens Health brzmi dobrze, znów jakieś ćwiczenia na sześcioptak. A tu… no tak. Jedyny taki wywiad z Robertem Sową, tym sławnym kucharzem. Właściwie ostatnio gdzieś już wyczytałem, że Pan Sowa zrezygnował z szefowania kuchni hotelu Sobieski i otworzył nową restaurację „Sowa & Przyjaciele”. Brzmi niczym z Kubusia Puchatka… No cóż, w końcu medialnych sów było wiele. Prócz Kubusia zapadła mi w pamięć sowa śnieżna Harrego Pottera. Wiecie, że Harry ma własną „harry wikipedię”!?. Tak, na pewno wiecie. Napisano w niej o zgrozo, że „sowy są ptakami występującymi także w świecie Mugoli. W zależności od gatunku osiągają różne rozmiary, mają krótki i mały dziób oraz dość pojemny pyszczek a krótkie, grube nóżki zakończone są długimi i ostrymi szponami. Ze względu na wspomniane wyżej cechy sowy znalazły świetne zastosowanie jako doręczyciele poczty. Aby wysłać list za pomocą sowy, wystarczy przywiązać kopertę do nóżki a osoba wysyłająca powie sowie, gdzie ma lecieć… Sowiarnia – miejsce w Hogwarcie, gdzie każdy uczeń może skorzystać z usług dowolnej sowy, do listów małych i dużych oraz na dalekie i krótkie dystanse ”. Czy ja też mogę skorzystać z sowy? Mam do wysłania kilka listów, dwa uralskie i sóweczkę poproszę!!!

Na szczęście z zadumy nad Harrym Potterem wytrącił mnie znów dźwięk telefonu. Telewizja Polska, chce przeprowadzić wywiad na temat projektu ochrony sów w Polsce. Wspaniale, nie dziś proszę, jestem na urlopie. Kolejny telefon, dzwoni moja dobra koleżanka Maja, nazwisko… Sowińska. Majka jest osobą pozytywnie zakręconą na punkcie sów ale nie będącą ornitologiem. Jej sympatia związana jest z nazwiskiem. Ciasta w sowy, ubrania w sowy, sowy w sowy… Uwielbiam ją.

Jestem znużony, jest 36 stopni w cieniu. W tramwaju drastyczne emocje bez klimatyzacji. Mijam dworzec PKP. Jeszcze kilka miesięcy temu wisiał tu największy bilboard w mieście z największym zdjęciem sowy, jakie w życiu widziałem. Była na ręce troskliwego obrońcy natury, który wygrał w totolotka. Napis głosi: „Jak wygram kupie sowie las… Warto zostać milionerem”. Pomyślałem sobie, ale jaja, takie prawdziwe, puchaczowe. Mając na uwadze, że blisko 75% z 250 gatunków sów na całym świecie związanych jest z dziewiczymi, zwartymi kompleksami leśnymi to taka reklama ma sens. Oglądają ją dziesiątki tysięcy osób dziennie a przekaz mówi wyraźnie: „sowa = las”. Każdy zapamięta, nawet jak nie chce, to taki przekaz podprogowy. Wspaniale!

Po chwili moją uwagę odwraca chłopak, który w tramwaju wyjął książkę. Jednak nie książka mnie zaintrygowała lecz zakładka zdobiona sową z różowym irokezem i napisem „Reading Rocks”. To księgarnia Selkar jakiś czas temu wprowadziła te fantastyczne zakładki. Dodają je jako upominek do zakupionych książek. Sam posiadam cały komplet, sowę więźnia z napisem „Reading is not a crime”, zahipnotyzowaną sowę „Got Ya” czy sowę z kością w dziobie, która ocieka jeszcze świeżą krwią. Napis głosi „Wisdom needs meat”. Na odwrocie sowa wskazuje ramieniem i z powagą godną sowy cytat znanego literata. Wykorzystanie wizerunku sowy jako loga księgarni czy cukierni to nic dziwnego, tym bardziej, że w kulturze europejskiej kojarzymy je z mądrością. Aż trudno uwierzyć, że w Indiach wręcz przeciwnie, tam sowa jest synonimem głupoty. Zastanawiające…

Przyjemny chłód klatki schodowej orzeźwia ciało i umysł, i to bez redbulla. Swoją drogą czy wymyślili już napój z sową? Po tak wyczerpującej podróży dotarłem do domu. Lekko uchylam drzwi mieszkania. Po prawej stronie na ścianie wita mnie piękna płaskorzeźba sowy, wygrawerowana w drewnie lipowym, otoczona cudownie pachnącą korą. To prezent od mojego kolegi Szymona, którego ojciec jest prawdziwym mistrzem w tej zanikającej kulturowej tradycji rzeźbiarskiej. Jestem mu naprawdę wdzięczny za ten unikalny podarunek.

Przechodzę do pokoju a tam na stole czeka na mnie moja ulubiona powieść. Od razu rozwiewam wątpliwości, nie jest to „Kapitan Sowa na tropie”! Pewnie nie pamiętacie, ale ten serial był pierwszym w historii polskim serialem kryminalnym, z premierą w 1965 roku. Sowa symbolizuje mądrość a więc i rozwiązywanie zagadek kryminalnych, których geneza na dodatek ma nocny charakter.  W ten oto sposób polski kapitan Sowa jest nam bliższy niż Sherlock Holmes, a właściwie powinniśmy rzec Sherlock Owls

Wracając do książki, treść ostatnio przeczytanej strony zaznacza drewniana zakładka ozdobiona czterema śmiejącymi się kolorowymi sowami, w fantastycznym dekupażowym mirażu. Za te małe dzieła sztuki odpowiedzialna jest moja urocza koleżanka i edukatorka, Natasza. Od razu przypomniały mi się wzory sowich serwetek, które podglądałem dzisiaj w jakimś sklepie.

Zerkam za siebie, jak zwykle na półce stoją jedna obok drugiej, książki o sowach, polskie, zagraniczne, płyty z nagraniami odgłosów. Spoglądam na inną półkę i w ledwo tlącym się świetle dostrzegam dwie małe niebieskie perełki wpatrujące się we mnie wciąż z tym samym kamiennym wyrazem twarzy. To 2 centymetrowa figurka sowyaoe”, atrybut mitologicznej Ateny. A Athene noctua to oczywiście pójdżka. Kupiłem ją dobrych parę lat temu w Grecji. Sowa w kulturze Greków jest niezwykle ważna. Nie wiem czy wiecie, ale monety z sową „aoe”, potocznie nazywane „sowami”, bito w Starożytnej Grecji 2000 lat temu. Były pierwszą powszechnie stosowaną i najbardziej wpływową walutą na świecie, która w niezmienionej formie funkcjonowała przez pół tysiąclecia. Nawet sam Prezydent Roosevelt zainspirowany greckimi „sowami” nakazał na początku zeszłego wieku przeprojektować monety w USA. „Sowy” są tym samym do dnia dzisiejszego najbardziej znanymi starożytnymi monetami. Z kolei nasza polska historia może się poszczycić wydaniem w 2005 roku monety z puchaczem, 2 złotowej i 20 złotowej. To jedna z moich ulubionych monet kolekcjonerskich z serii NBP „Zwierzęta”.

Na myśl o Grecji aż zaczęło mi w brzuchu burczeć. A przecież greckie sowy zdobiły dzbanki, talerze, wina… Pora zatem zdecydowanie zajrzeć do lodówki. Na jej drzwiach trzymają się siłą woli dwa wielkie magnesy z sowami: puchaczem i sóweczką. W moim domu każda sowa to pamiątka lub prezent. Sowa malowana na piórach, sowa malowana na drewnie, sowa drewniana, sowa składana… Otwieram lodówkę, a tam… sowa. Zapomniałem. Znalazłem ją kilka dni wcześniej przejechaną na drodze. Nie, nie zamierzałem jej jeść. Nie jesteśmy przecież w Ameryce Południowej czy Afryce, gdzie sowy wykorzystuje się w ludowych obrzędach i produkuje z nich leki. Wiecie, że ponoć pióra sów przynoszą szczęście w miłości, tak przynajmniej wierzono. Mojej sowy potrzebuje jednak do celów edukacyjnych. Sowy to bowiem ulubiony temat przedszkolaków i pierwszoklasistów.

Zapadł zmierzch, z dużego pokoju słyszę znajomy odgłos. Spokojnie, nie mam żywej sowy, to tylko w telewizji emitują kolejną reklamę z żubrem i puchaczem w roli głównej. Oczywiście puszczyk ze swoją wyjącą pieśnią zaraz wzbogaci jakiś horror. Pora spać. To był naprawdę męczący, sowi dzień.

Dobranoc sowoholicy!

Rafał
rafal@erys.pl

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archiwum

2011 (69)
2012 (61)
2013 (48)
styczeń (5)
luty (4)
marzec (7)
kwiecień (4)
maj (4)
czerwiec (5)
lipiec (5)
sierpień (4)
wrzesień (3)
październik (3)
listopad (4)
2014 (4)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij