home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     
Bąk

autor Rafał   data 2012-09-17

Sezon na szczupaka. Niewidzialny bąk

Moi Drodzy,

Nie dam Wam za bardzo odetchnąć, w błyskawicznym tempie, niczym szczupak atakujemy kolejny temat. Dziś zmierzymy się z niezwykle wymagającym przeciwnikiem. A to z powodu jego nadzwyczajnego kamuflażu. Bez względu na to czy mamy do czynienia z małym  bączkiem czy z dużym bąkiem ujrzeć te stwory na własne oczy jest niezwykle trudno, już prędzej możemy je usłyszeć. Usłyszeć bąka to więcej niż połowa sukcesu. A bąka, którego nie słychać, nazywamy w niektórych kręgach po prostu „cichaczem”…

Gdy byłem mały bąkami nazywaliśmy również wielkie bzyczące trzmiele. Właściwie nie wiem dlaczego, rodzice tak mówili. Nawet teraz zwracam na to uwagę. Jeszcze co jakiś czas do moich uszu trafia słowo bąk, w domyśle trzmiel. Może łączenie tych dwóch stworzeń związane było z wydawanym odgłosem. Nasza dzisiejsza rozprawa będzie jednak o bąkach – ptakach, żadnych owadach, tudzież innych zjawiskach odgłosowych.

Wydłużona szyja z małą głową, długi dziób, "puchaczowe" upierzenie, jednym słowem, nasz dzisiejszy bohater - bąk.

Harem

Jednym z najbardziej niezwykłych zachowań społecznych tego gatunku jest poligamia. Bąki są pod tym względem wyjątkiem wśród rodziny czaplowatych. W przeciwieństwie do innych swoich kuzynów nie tworzą stałych relacji małżeńskich z partnerem, wręcz przeciwnie. Im więcej samic uda się im zgromadzić tym lepiej. Takie bącze haremy nie należą do rzadkości, a liczba samic w haremie może wynieść od 2 do nawet 5! Rola samca jest bardzo ograniczona i sprowadza się tylko i wyłącznie do spełnienia obowiązku partnerskiego, by nie nazwać tego po prostu – przyjemnością. Po kopulacji samice pozostają w rewirach samców, same muszą się jednak zatroszczyć o zbudowanie gniazda, same wysiadują jaja i również same wykarmiają pisklęta. A co w takim razie robi samiec? No cóż, Panowie, próbuje zwabić kolejne samice i broni terytorium przed innymi osobnikami płci męskiej. Czyż nie jest to zadziwiająca strategia, choć z pewnością egoistyczna w odniesieniu do partnerek.

Co ciekawe, gniazda samic w haremie mogą być oddalone od siebie zaledwie o kilka metrów, jednak nigdy nie są przy tym umiejscowione w bezpośrednim sąsiedztwie stanowiska godowego samca. Sprytne, prawda? Samiec bez stresu w obawie o kłótnie ze swoimi „żonami” może z takiego miejsca nawoływać kolejne samiczki. W tym celu odzywa się bardzo charakterystyczną pieśnią, zwaną buczeniem. Naukowcy odkryli również, że samce przez wiele lat zajmują ten sam rewir, co więcej, buczą nawet z tego samego stanowiska. Pamiętajcie jednak o tym, że nie jest to jednoznaczne z lokalizacją gniazda lub gniazd. Dawniej, podczas liczeń klasyfikowano w domyśle odzywającego się samca jako parę. Był to najczęściej popełniany błąd. W rzeczywistości czynnych gniazd w rewirze jednego samca może być zdecydowanie więcej a jednostką monitoringu jest buczący samiec.

Choć bąki podejmują jesienną migrację zdarzają się czasami tak niezwykłe widoki jak ten. Tego osobnika skusił niezamarznięty zbiornik wodny. Tylko w ten sposób może przetrwać zimę poszukując w nim pożywienia.
 

Buczenie

Absolutnie niezwykły i fantastyczny odgłos, który wydają te ptaki, możemy w bardzo prosty sposób naśladować. Wystarczy nam tylko pusta, najlepiej szklana butelka z długą szyjką i rozszerzonym dnem. Przykładając usta na brzeg szyjki delikatnie wdmuchujemy powietrze do środka. Wibrujący, głęboki, basowy odgłos, przypominający troszkę syrenę statku pasażerskiego, jest tym czego szukamy – pieśnią godową samców bąka.

Tylko samce są terytorialne, a więc tylko one nawołują i bronią terytorium. Samice są ciche, ich rolą jest budowa domu i wychowanie młodych. Taki model rodziny raczej nie ma szans na powodzenie w relacjach damsko-męskich w innych społecznościach, zwłaszcza jeśli chodzi o tą budowę domu.

Wracając jednak do naszych samców. Na początku sezonu lęgowego, który przypada na marzec, zajmują one swoje terytoria. Intensywność wokalna związana jest z kilkoma czynnikami. Badania wykazały, że samce najintensywniej odzywają się w okresie, kiedy samice są płodne, czyli do końca maja. Co więcej, im szybciej samce zaczynają „buczenie” tym ich szanse na większą ilość samic i założenie haremu wzrastają. Przy strukturze populacji, wynoszącej 1:1, łatwo obliczyć, że niektóre samce pozostaną bez partnerek a w najlepszym wypadku tylko z jedną. Trochę niesprawiedliwe. Przekłada się to bezpośrednio na poziom siły głosu. Panowie, którzy nie znaleźli swojej wybranki śpiewają zdecydowanie ciszej, niekompletną pieśnią. Z kolei samce z największą ilością samic są tak przekonane o swoim męstwie, że ich pieśń w bezchmurne noce, niesie się nawet na odległość 5 km. Jest to oszołamiający rezultat jak na takiego ptaka. Nawet pieśń puchacza, w najlepszych warunkach słyszana bywa tylko z odległość 2-4 km.

Bąk w locie przypomina skrzyżowanie czapli z puchaczem...

Pieśń terytorialna naszego bąka trwa od marca do czerwca. Ten charakterystyczny odgłos kojarzy mi się z chodzeniem na ryby. Jeszcze przed nastaniem świtu, zawsze zaspany zmierzałem w kierunku jeziora. Odgłos bąka witał mnie jako pierwszy, zanim ujrzałem jeszcze taflę jeziora. Buczenie najintensywniejsze jest bowiem o poranku na przełomie kwietnia i maja. Wieczorna aktywność głosowa jest nieco mniejsza. Co nieznaczny, że bąka nie usłyszymy również sporadycznie w dzień. Podczas liczeń monitoringowych wykorzystuje się dane z nasłuchów prowadzonych 1 godzinę przed wschodem słońca i 1 godzinę po wschodzie słońca oraz analogicznie wieczorem, przed i po zachodzie.

Test spostrzegawczości

Wypatrzeć bąka jest niezwykle trudno. Jego brązowe ubarwienie idealnie maskuje całą sylwetkę ptaka. W dodatku na osiedlenie bąki wybierają zazwyczaj rozległe, wysokie, gęste, jednorodne trzcinowiska, gwarantujące całkowite bezpieczeństwo i kamuflaż. Rzadziej ptaki wybierają inne środowiska przybrzeżne, jak jednorodne szuwary pałkowe, pałkowo-trzcinowe czy trzcinowo-turzycowe. Trudność w jego lokalizacji sprawia również bardzo nietypowe zachowanie. Bąk w chwili zaniepokojenia udaję trzcinę, tak w skrócie całą rzecz ujmując. Próbuje znaleźć inne przykłady w świecie zwierząt takiego zachowania i kilka z nich przychodzi mi na myśl. Spróbujcie na przykład będąc w ZOO, wypatrzeć patyczaki wśród gałęzi czy kameleona. Te zwierzęta do perfekcji opracowały strategię kamuflażu, nazywaną mimetyzmem lub kryptycznością ubarwienia.

Samiec i samica mają podobne upierzenie. Najłatwiej odróżnić je po wielkości, samiec jest dużo większy i ma bladoniebieski obszar między pomiędzy dziobem a okiem, czyli tzw. kantarek. U samicy kantarek jest zielonożółty a całe ubarwienie jest mniej kontrastowe.

Obszar między okiem a dziobem nazywamy "kantarkiem". U samicy jest barwy zielonkawo-żółtej.

Specyficzna budowa ciała bąka, czyli długa szyja i długi dziób, umożliwiają mu „stanie słupka”. Patrząc wprost na takiego ptaka mamy wrażenie, że widzimy generalnie jedną pionową kreskę. Jednak to nie wszystko. Bąk w tej pozycji nie tylko zastyga bez ruchu, ale potrafi również delikatnie kołysać się na boki, udają… trzcinę na wietrze! To wprost niewiarygodne przystosowanie sprawia, że stojąc nawet obok, musimy naprawdę się postarać by takiego bąka ujrzeć.

A bąk przecież wcale mały nie jest. Wręcz przeciwnie, rozpiętość skrzydeł tego gatunku moglibyśmy porównać do myszołowa albo małego puchacza. A wyobrażacie sobie puchacza udającego trzcinę? Ja też nie…

Kryptyczność upierzenia, czyli mimetyzm to doskonały kamuflaż wśród brązowopłowych trzcin. W chwili zaniepokojenia bąk "staje słupka", wyciągając się do granic niemożliwości  i kołysze się, naśladując trzcinę na wietrze...

...kołysze się...

Samo gniazdo jest chyba jeszcze trudniej znaleźć niż samego bąka. Ma ono postać nadwodnej platformy o wymiarach 40x50 cm. Budulcem tej konstrukcji jest oczywiście trzcina. Jednak, gdy w pobliżu rosną również inne gatunki, jak pałka, oczeret czy turzyca bąki wykorzystują chętnie najdelikatniejsze pędy tych roślin jako materiał dodatkowy. Samiczki nigdy nie zasiedlają tych samych gniazd, zatem co roku czeka je ta sama mozolna praca.

U młodych bąków bardzo ważne jest utrzymywanie ciepła ciała. Mimo, iż młode dość szybko się usamodzielniają, gdyż już pod koniec drugiego tygodnia po wykluciu, to w pierwszym tygodniu samiczka nie może się nigdzie ruszyć. A ponieważ nasz „Casanova” samiec, nie kwapi się, by ją nakarmić, jego partnerka zmuszona jest zdobywać pokarm tylko w bezpośrednim sąsiedztwie gniazda, tak by pisklęta się nie wychłodziły. Po drugim tygodniu młode ogrzewają się już same a gdy są zaniepokojone, schodzą z gniazda i kryją się w gęstych trzcinach, udając oczywiście jedną z nich. Po piątym tygodniu od wyklucia pisklęta opuszczają miejsca lęgowe rozpoczynając dorosłe życie. W poszukiwaniu pożywienia mogą udać się na żerowiska oddalone nawet o kilka kilometrów.

W takim trzcinowym środowisku możemy się również natknąć na inne, podobne wodne konstrukcje. Platformy gniazdowe budują również łyski. Jednak ich gniazdo zbudowane jest głównie, prócz pędów roślinnych, z szerokich liści i wzbogacone jest dodatkową platformą, coś na kształt schodka do gniazda. Z kolei gniazda błotniaka stawowego są większe i zbudowane z grubych i suchych patyków.

Nieco mniejszy… bączek

Bliskim krewnym naszego głównego bohatera jest nieco mniejszy i rzadziej występujący bączek. To nasz najmniejsza czapla! Jest prawie o połowę mniejszy od bąka i równie trudno go wypatrzeć wśród trzcin. Bączek jest bardzo nielicznym ptakiem lęgowym, najbardziej rozpowszechnionym w Wielkopolsce, na Górnym Śląsku i w Małopolsce. Podobnie jak jego większy kuzyn prowadzi bardzo skryty tryb życia i najłatwiej go wypatrzeć przelatującego z jednej kępy trzcin do drugiej. Nazwa bączek odnosi się nie tylko do mniejszych rozmiarów. Również głos godowy samca jest cichy i trudny do wyodrębnienia spośród innych dźwięków. Niektórzy przyrównują go do słyszanego z oddali szczekania psa.

Pamiętam swoją przygodę z bączkiem, gdy wypływając łódką z trzcin, kilka dobrych lat temu, kolega przy drugim wiośle nagle się poderwał i wskazał palcem trzciny. Oczywiście był wśród nich bączek. Zajęło mi dobrych kilka minut zanim dostrzegłem w trzcinowisku ledwo widoczny zarys bączka stojącego słupka i… udającego kołysaną wiatrem trzcinę.

Rafał
rafal@erys.pl

PIĘKNE ZDJĘCIA BĄKA NADESŁAŁ NAM ANTONI KASPRZAK! DZIĘKUJEMY!

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archiwum

2011 (69)
2012 (61)
styczeń (5)
luty (4)
marzec (4)
kwiecień (5)
maj (5)
czerwiec (4)
lipiec (5)
sierpień (4)
wrzesień (5)
październik (8)
listopad (7)
grudzień (5)
2013 (48)
2014 (4)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij