home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Rafał   data 2012-08-06

Wakacje full color. Kraska, ryś i miód kurpiowski

Zapewne zastanawiacie się co ma wspólnego nasz bohater na zdjęciu z jednym z najrzadszych gatunków ptaków. Nie wspominając już o pysznym miodzie.

Te elementy łączy bardzo wyjątkowy region etnograficzny. Etnografia to innymi słowy nauka, która opisuje społeczność ludzi związaną z danym obszarem. Zazwyczaj jest ona izolowana od innych regionów przez wielkie i nieprzebyte puszcze, pasma górskie, bagna czy jeziora. Wyobraźcie sobie, że znaleźliście się na bezludnej wyspie. W okresie wakacyjnym wcale nie jest to taki głupi pomysł. Lecz co wówczas, jeśli mielibyście zostać tam na zawsze? Trzeba by było zakasać rękawy i spróbować przede wszystkim znaleźć pożywienie i zbudować dom, korzystając tylko z tego co znajdziemy w okolicy. Z czasem z pewnością nauczylibyście się korzystać z dóbr przyrody, wytwarzając specyfiki, których nikt inny na świecie nie widział. Swoje odkrycia przekazywalibyście z pokolenia na pokolenie w formie spisanych skrzętnie przepisów i recept. A takie staropolskie receptury i wytwory tradycyjne mają teraz ogromną wartość.

Tak właśnie dzieje się w odizolowanej społeczności. Charakteryzuje się ona nie tylko wytwarzanymi produktami ale i specyficznym językiem, zwanym potocznie gwarą, ubiorami ludowymi czy nawet techniką budowy. Wszystkie te elementy tworzą kulturę ludową, którą bada etnografia.

Najbardziej znanymi regionami etnograficznymi w Polsce są Kaszuby oraz Podhale. Kiedyś próbowałem wsłuchać się w język kaszubski i powiem Wam szczerze, że nie zrozumiałem ani słowa! Górali z Podhala już łatwiej zrozumieć, aczkolwiek nie przychodzi to z również z łatwością. Z kolei najbardziej chyba znanym regionalnym produktem Podhala jest oczywiście wędzony ser przygotowany z mleka owczego, czyli oscypek.

Regionów etnograficznych w Polsce jest jednak więcej. Do jednego z nich trafiłem w tym roku. Podróż była daleka, gdyż na Mazury. Mazury kojarzą się nam przede wszystkim z cudownymi jeziorami, pięknymi lasami, czystym powietrzem a więc jednym słowem… naturą! I rzeczywiście tak jest, to przepiękny obszar, który z całą pewnością posiada swoją własną kulturę ludową. A celem mojej podróży był region między Puszczą Zieloną, zwaną również Puszczą Kurpiowską a Puszczą Białą. Region ten nazywany jest Kurpiowszczyzną, a grupę ludzi tworzących tą etnograficzną społeczność zwie się Kurpiami. Folklor, stroje ludowe i mnóstwo regionalnych wyrobów oraz oczywiście specyficzna gwara ludowa, tworzą niepowtarzalny charakter tego obszaru.

Kubuś Puchatek na tropie

Do wyodrębnienia tej kultury przyczyniło się ukształtowanie terenu. Otaczające osady lasy i bagna utrudniały kontakt między pierwszymi osadnikami (XV wiek) a przybyszami z zewnątrz. Ponieważ osadnicy związani byli z dwoma wymienionymi przeze mnie puszczami, toteż sami Kurpie nazywali siebie Puszczakami. Kurpie, podobnie jak na bezludnej wyspie, musieli być samowystarczalni, a przejawiało się to między innymi w rozwoju takich dziedzin jak budownictwo (słynne białe kurpiowskie chaty), rzeźbiarstwo, wycinanki czy pszczelarstwo zwane wówczas bartnictwem.  Kurpie do dziś dzień słyną bowiem z produkcji miodu. Miód kojarzymy przede wszystkim z ulami. Lecz dawniej pozyskiwany był w sposób tradycyjny w barciach wydrążonych w pniach drzew. Nazwa „miód kurpiowski” jest do dziś dzień symbolem tego regionu a my, kupując taki miód mamy pewność co do jego jakości i wspaniałych właściwości. Kurpiowszczyzna to jedne z największych zagłębi miodowych w Polsce z tradycjami sięgającymi dawnych królów polskich.

Czynna barć w pniu sosny.

Kurpiowscy bartnicy należeli do najwyżej postawionych grup ludności. Swoją pozycją przewyższali smolarzy, rybaków czy myśliwych. Mieli własne prawo bartne, spisane w 1616 roku z przywileju króla Zygmunta III. Puszcza Kurpiowska była własnością królów polskich już od 1526 roku. Bartnik posiadał w puszczy pewną ilość drzew bartnych podlegających ochronie prawnej. Wiosną czyścił barcie i wycinał zbędne plastry, latem i jesienią podbierał miód, drążył nowe barcie i ocieplał je na zimę. Na barcie najlepiej nadawały się stare, 100-300 letnie sosny i dęby a sama barć drążona była przy pomocy siekiery i dłuta na wysokości od 3 do 18 metrów. W samym środku barci, od strony wschodniej wykonywany był kwadratowy otwór zwany okiem, służący pszczołom do wchodzenia do barci. Każdą barć wyposażano dodatkowo w bijnie, czyli kłodę zabezpieczającą ją przed niedźwiedziami. Bartnik wspinał się do takiej barci używając leziwa, czyli specjalnej liny lub ostrwia, drabiny wykonanej ze świerka, w którym kikuty gałęzi służyły za szczeble. Akt pobierania miodu nazywano miodobraniem. Aby jego dokonać i nie zostać użądlonym przez owady, bartnicy odymiali barć kurzyskiem, czyli kawałkiem żarzącego się próchna, plastry z miodem wkładane zaś były do drewnianego wiadra – kadłubka. Bartnicy z Puszczy Kurpiowskiej stanowili najprężniejszą grupę zawodową w dziejach polskiego bartnictwa.

Na barcie najlepiej nadawały się stare, 100-300 letnie sosny i dęby a sama barć drążona była przy pomocy siekiery i dłuta na wysokości od 3 do 18 metrów . Na zdjęciu drzewo z barcią po ścięciu - jako pomoc dydaktyczna na ścieżce edukacyjnej opowiadającej historię bartnictwa.

Tak było kiedyś moi Kochani. W późniejszym czasie, związanym z historycznymi przewrotami, utratą niepodległości przez Polskę i rządami pruskimi, następowała dewastacją drzewostanów i drzew bartnych. Sam zawód stopniowo zanikał. Na szczęście o tradycji bartniczej przypominają liczne festyny folklorystyczne organizowane po dziś dzień, na których można zapoznać się z obrzędem miodobrania, posłuchać śpiewu Kurpi czy zasmakować pysznych miodowych smakołyków. A miody kurpiowskie, które niegdyś gościły na stołach królewskich są do dziś niebywałym smakołykiem w naszych domach i chyba dlatego tak się o tym rozpisałem. Po prostu uwielbiam miód pod każdą postacią, zatem musicie wybaczyć mi mój długi wywód. Myślę, że warto było poznać kawałek historii bartnictwa, z którego ten region słynie.

Wspomnienie dawnych lat...

Z wizytą u rysia e-rysia

Lasy kurpiowskie skrywają nie tylko pyszną miodową tajemnicę. Puszcze Suwalszczyzny to jedno z ostatnich miejsc występowania przepięknego kota, symbolu ginącej polskiej przyrody i pradawnych puszcz a także naszego portalu. Mowa oczywiście o rysiu! W chwili obecnej trwają programy ochrony i reintrodukcji, mające przywrócić ten gatunek mazurskim lasom. Z pewnością słyszeliście o akcji WWF „Rysie mogą wrócić do Puszczy!”, dzięki której zbierane są fundusze na odtworzenie populacji rysia w Puszczy Napiwodzko-Ramuckiej. Całkiem nie tak dawno wolentariusze WWF prowadzili w całej Polsce kampanię edukacyjną, starając się zwrócić naszą uwagę na ten piękny gatunek.

Ryś w reintrodukcyjnej wolierze Nadleśnictwa Spychowo (Puszcza Piska, projekt "born to be free")

Dzięki podobnym próbom te piękne koty powróciły już na obszar Puszczy Piskiej. W Polsce żyje około 200 rysi, z czego populacja mazurska liczy 60 sztuk. WWF prowadzi reintrodukcję metodą „born to be free”, dzięki której młode rysie rodzą się w niewoli, lecz już w naturalnym środowisku, by od pierwszych tygodni mogły poznawać świat dzikiej przyrody i uczyć się życia na wolności. Wspólnie z WWF do tych działań włączają się również leśnicy.

I właśnie do jednego z takich ośrodków na terenie Nadleśnictwa Spychowo trafiłem podczas mojej wizyty na Mazurach. Woliery zbudowano praktycznie w samym sercu Puszczy, z dala od dróg i ludzi, gdyż rysie to bardzo płochliwe zwierzęta i nic nie może zakłócać ich spokoju. Dlatego też tak trudno zobaczyć je w ich naturalnym środowisku – w puszczy. Skryte, tajemnicze i piękne, tak bym je opisał. Nic więc dziwnego, że to właśnie rysia wybrano jako symbol naszego portalu.

Ryś (Lynx lynx) jest największym przedstawicielem rodziny kotowatych w Europie i trzecim co do wielkości ssakiem drapieżnym na naszym kontynencie (po niedźwiedziu i wilku).

Młode rysie przychodzące na świat w wolierze na terenie Nadleśnictwa Spychowo (Puszcza Piska) mogą swobodnie z niej wychodzić przez otwór dostosowany wielkością tylko do nich. Dzięki temu utrzymują stały kontakt z dziką przyrodą. Po kilku miesiącach coraz rzadziej odwiedzają mamę, stają się samodzielnie, podejmują własne próby polowania i życia na wolności. Pewnego dnia opuszczają mamę i wolierę na zawsze. Autorem metody „born to be free”, czyli  w dosłownym tłumaczeniu „urodzony by żyć na wolności jest dr Krzywiński. Zdumiewające w niej jest to, że rysie potrafią polować i zdobywać pożywienie samodzielnie. Skoro nie było możliwości, by nauczyły się tego od mamy skąd wiedzą jak to robić? Odpowiedź jest tylko jedna. Instynkt łowcy musi być zakodowany w genach. Więcej o rysiu z Nadleśnictwa Spychowo dowiecie się pod tym linkiem: http://spychowo.olsztyn.lasy.gov.pl/rys. Zachęcam Was również by odwiedzić stronę WWF, poświęconą rysiom i ich ochronie (http://rys.wwf.pl/).

Na skraju wymarcia - kraska

W ten oto sposób dobrnęliśmy do głównego tematu naszego dzisiejszego spotkania. Mowa o trzecim gatunku z rzędu kraskowych, czyli tytułowej krasce (Coracias garrulus). Temat dla mnie wyjątkowo smutny, gdyż nigdy nie było mi dane zobaczyć tego pięknego ptaka i obawiam się, że może to już nie nastąpić w granicach naszego kraju. Nie bez przyczyny opisywałem Wam niezwykłe historie związane z mazurskimi puszczami, Kurpiami czy rysiami. Ten obszar jest wyjątkowo cenny również z innego powodu. Równina Kurpiowska  to już jedno z ostatnich miejsc występowania kraski. Gniazduje tu najsilniejsza populacja tego gatunku na terenie kraju (24 pary lęgowe). Podróżując po Kurpiowszczyźnie miejscowi leśnicy wskazywali nam miejsca, gdzie kraski jeszcze można obserwować. Niestety nie miałem szczęścia, by je ujrzeć, dlatego z tak wielkim żalem opuszczałem Mazury. Kto wie, może w następnym roku…

W 2011 roku oceniono populację kraski na 35 par. Jednak z roku na rok kraska wycofuje się z wielu lęgowisk. Jest to gatunek, który podlega corocznemu Państwowemu Monitoringowi Środowiska w ramach Monitoringu Ptaków. Zachęcam Was do śledzenia losów kraski na stronie: http://www.monitoringptakow.gios.gov.pl/223,monitoring_kraski.html. Z prowadzonych w ramach monitoringu liczeń widać niestety, że populacja kraski kurczy się z roku na rok. Jeszcze w 2006 roku szacowano jej liczebność na 60-75 par.

Prócz wspomnianej wcześniej Równiny Kurpiowskiej, pojedyncze pary kraski odnotowano również na Równinie Mazurskiej, w południowej części Niziny Południowopodlaskiej, na Równinie Kozienickiej, w Kotlinie Sandomierskiej i w południowej części Lubelszczyzny. Za danych historycznych wynika, że zasięg występowania kraski był dużo większy. Warto w tym miejscu wspomnieć słowa profesora Sokołowskiego, który w publikacji „Ochrona Ptaków” (Kraków 1939 r.) opisywał, jak się później okazało, ostanie spotkanie z kraską w Wielkopolsce:

 „Z prawdziwą radością sprawdziłem zatem, że w lecie 1931 r. zagnieździły się kraski aż w dwóch skrzynkach wielkości D, zawieszonych w państwowym nadleśnictwie w Drawsku. Z jednej skrzynki wyleciało szczęśliwie 5 młodych, z drugiej 4. Poza tym miały kraski zamiar zagnieździć się również w trzeciej skrzynce, zawieszonej w leśnictwie Brzozowicy należącym do tego nadleśnictwa, ale niestety z powodu ciągłych walk z parą gołębi siniaków, które również pragnęły zająć tę skrzynkę, nie doszło do budowy gniazda. Doświadczenie z ubiegłego lata jest dowodem, że w Poznańskiem można jeszcze kraskę uratować i rozwieszając w lasach duże skrzynki, przywabić nawet w te okolice, w których już wyginęła”.

Profesor Sokołowski opisywał sukcesy lęgowe gatunku, który w wielu regionach kraju znany już jest tylko ze zdjęć i rysunków (Sokołowski: „Ochrona Ptaków”, Kraków 1939 r.)

Jak widzicie już wówczas Sokołowski zwracał uwagę na niepokojący go fakt, że piękna kraska ginie w wielu okolicach Polski. Na zdjęciach, które wykonał, widzimy być może ostatnie kraski w tych okolicach, wówczas jeszcze szczęśliwie i z sukcesem gniazdujące. Co się zatem stało? Przecież dysponujemy dziś, wydawałoby się, skuteczniejszymi metodami ochrony niż w odległych latach przedwojennych. Mimo to w Wielkopolsce gatunek ten wyginął. Co więcej przy obecnych trendach wymierania gatunku ocenia się, że już za około 20 lat kraska może całkowicie wyginąć na terenie Polski.

Jednym ze sposobów ochrony, które profesor opisywał było m.in. rozwieszanie budek lęgowych typu D. W chwili obecnej mogłoby się wydawać, że warunki w naszych lasach dla kraski są dużo lepsze niż kiedyś. Zmienił się sposób gospodarowania, bardzo dużą uwagę przykłada się do ochrony przyrody a leśnicy pozostawiają drzewa dziuplaste do naturalnej śmierci. Martwego drewna przybywa, populacja dzięcioła czarnego i zielonego, którego dziuple nadają się zasiedleń przez kraskę również jest bardzo duża. Dodatkowo miejsca lęgowe kraski objęto na podstawie Rozporządzenia Ministra Środowiska specjalną ochroną strefową, wyznaczając strefę ochrony całorocznej w promieniu 10 m od dziupli. Co ciekawe, pozostałe gatunki, które odnotowały drastyczny spadek liczebności wspólnie z kraską, jak dudek, mają się dziś bardzo dobrze i ich liczebność wciąż wzrasta. Gdzie zatem należy upatrywać przyczyn?

Przede wszystkim musimy pamiętać, że kraska jest gatunkiem, który występuje u nas na granicy zasięgu, zatem każda niepokojąca zmiana w centrum jego występowania, poza granicami naszego kraju, osłabia populacje na peryferiach zasięgu. Świadczy o tym wystarczająca u nas ilość potencjalnych siedlisk lęgowych i miejsc gniazdowych (naturalnych i sztucznych). Gdzie zatem możemy spotkać kraskę?

Kraska preferuje tereny w strefie klimatu umiarkowanego, lecz o suchych i ciepłych okresach letnich. Deszczowe i chłodne lata mogą spowodować drastyczny spadek sukcesów lęgowych. Dlatego spotkać ją możemy m.in. na Równinie Kurpiowskiej, na terenach otwartych, gdzie dominuje tradycyjne, ekstensywne rolnictwo. To ptak krajobrazu otwartego, z mozaiką pastwisk, alei i szpalerów starych drzew, w których zakłada gniazda. Co ciekawe kraska nie unika sąsiedztwa człowieka, spotykano drzewa z zajętą dziuplą nawet na skraju wsi czy w pojedynczym obejściu. Nasuwa się zatem niezwykłe podobieństwo tego siedliska do siedliska charakterystycznego dla dudka, którego opisywaliśmy w ostatnich naszych postach. Zatem z pewnością problem zanikania tego gatunku w chwili obecnej nie leży w braku miejsc gniazdowych.

Jak wspomniałem kraska jest dziuplakiem wtórnym, czyli gatunkiem, który nie buduje własnych dziupli, lecz zajmuje dziuple po dzięciołach czarnym i zielonym. Niezwykłym jej zachowaniem jest istny brak jakiejkolwiek odpowiedzialności za sprzątanie. Jaja składa bezpośrednio na podłoże dziupli lub budki, nie czyszcząc jej nawet po zakończonych lęgach. Zatem, przyjmując, że kraska zasiedla jedną dziuplę średnio do czterech lat, to w środku panują warunki dalekie od ideałów sanitarnych. Wiąże się to z chorobami a taką dziuplę łatwo namierzyć po zapachu. Zajęta dziupla z czynnym lęgiem kraski jest miejscem wilgotnym, nieprzyjemnie pachnącym, zanieczyszczonym odchodami, wypluwkami i resztkami pokarmu. Dla nas to wyraźnie ostrzeżenie – nie zaglądać!

Pełne zniesienie lęgu, na podstawie badań prowadzonych na populacji kurpiowskiej, liczy sobie od 2 do 5 jaj, przy czym ptaki nie przystępują do powtórnego zniesienia po jego stracie. Ocenia się, że średnio 35% wszystkich lęgów kończy się stratą już na etapie składania i wysiadywania jaj. Dorosłe ptaki po stracie jednak nie odlatują, lecz pozostają na swoim terenie lęgowym. Ptaki są generalnie bardzo wrażliwe na pojawienie się człowieka w trakcie karmienia młodych. Mogą wówczas opuścić stanowisko nawet na kilka godzin. Dlatego, jeśli obserwujemy kraski należy to robić bardzo ostrożnie i z dużej odległości (powyżej 200 m) aby nie powodować zaburzeń w czasie karmienia piskląt.

Bardzo charakterystyczne dla kraski jest również czatowanie. Za czatownie mogą służyć napowietrzne linie energetyczne i telekomunikacyjne, ogrodzenia, martwe lub zamierające drzewa. Ptaki wypatrują z nich swoich ofiar, którymi są najczęściej duże owady – świerszcze i inne chrząszcze. Obecność lęgową kraski najprościej stwierdzić właśnie po takich obserwacjach. Przesiadujący na czatowni ptak jest dobrze widoczny i bardzo charakterystyczny. Dodatkowo, po przylocie z zimowisk z południowej i środkowej Afryki, ptaki zaczynają niezwykłe toki. Tokujący samiec wylatuje kilkadziesiąt metrów w górę po czym na rozpostartych i wyprostowanych skrzydłach zlatuje niemal pionowo w dół, przechylając się locie na przemian w lewą i prawą stronę. Wyhamowuje tuż przed ziemią po czym ponawia swój niezwykły spektakl.

Niestety nie mam dla Was żadnych zdjęć kraski, z racji rzadkości tego gatunku wierzę, że jesteście w stanie to wybaczyć. Natomiast odsyłam Was do strony poświęconej ochronie kraski, na której umieszczono galerię zdjęć i filmów: http://www.kraska.eco.pl/index.htm.

W następnej odsłonie – żołna! Ostatni przedstawiciel rzędu kraskowych. Tym razem przepięknych zdjęć użyczył nam Antek Kasprzak. Serdecznie zapraszam!

Rafał
rafal@erys.pl

Komentarze (2)

~Kraska 08.08.2012 07:50:19
OMG!Kolorowe brudasy ;)

rocky18 31.08.2012 17:33:21
supcio [=

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archiwum

2011 (69)
2012 (61)
styczeń (5)
luty (4)
marzec (4)
kwiecień (5)
maj (5)
czerwiec (4)
lipiec (5)
sierpień (4)
wrzesień (5)
październik (8)
listopad (7)
grudzień (5)
2013 (48)
2014 (4)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij