home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Rafał   data 2012-07-21

Wakacje full color. Hupek

Zanim się obejrzycie minie już za moment półmetek wakacji. Pogoda w tym roku dość dziwna, przyznacie. Wychodząc dziś do pracy przejął mnie zimny chłodny wiatr, niczym, nie chce wypowiadać tego słowa, jesienny powiew. Mam jednak nadzieję, że minie tak szybko jak się pojawił. I już lada dzień zagości u nas piękne, letnie słońce. A jak Wasze plany wakacyjne? Realizujecie je w pełni? Mam nadzieję, że tak. Mi do urlopu jeszcze troszkę zostało a i muszę nadrobić zaległości na naszym blogu. A będą one związane z najbarwniejszymi ptasimy przedstawicielami naszego kraju.

Spóźnialskim przypomnę, że tydzień temu zaczęliśmy nasz cykl od opowieści o dudku. Była to raczej relacja z niezwykłego czatowania przy dziupli. Dziś, gdy emocje już nieco mniejsze, przybliżymy sobie postać naszego podopiecznego, który tak pięknie dał się sfotografować.

Wspomnienie z czatowni

up-up-up…

W dudku wszystko jest zaskakujące. Nawet jego nazwa łacińska. Jest to z pewnością jeden z niewielu ptasich przykładów, w którym nazwa bezpośrednio nawiązuje do dźwięków, które ten gatunek z siebie wydobywa. Tak na szybko staram sobie przypomnieć jakiś inny przykład i… nic do głowy mi nie przychodzi. Ale myślę, że z pewnością jeszcze coś by się znalazło, jak nie w polskiej nomenklaturze to w jakichś egzotycznych klimatach. W każdym razie dla mnie jest to ptasi ewenement. Z francuskiego Huppe, z angielskiego Hoopoe, z niemieckiego…, no właśnie, z niemieckiego Wiedehopf. Ale nie należy się przejmować wymową z niemieckiego, gdyż w tym języku wszystko brzmi przecież inaczej. Pamiętam jak swego czasu tłumaczyłem motyle na kilka języków. Zderzenie pięknych, miękkich fonetycznie odniesień Mariposa (hiszpański), Butterflies (angielski) z niemieckim Schmetterlinge z pewnością nie jednego motyla sprowadziło by na ziemię. Zatem niemieckim dudkiem też nie należy się przejmować, aczkolwiek jak zauważycie w końcówce tego słowa znajduje się hopf, co i tak odnosi się do głosu tego ptaka.

Zatem jakiż to dźwięk wydaje z siebie ten piękny gatunek? Jego pieśń to trzysylabowe przytłumione „up-up-up”. Tym bardziej  nie powinien zdziwić Was już fakt, że dudka nazwano po łacinie Upupa epops z regionalnymi pupowymi wariacjami. Również w Polsce dawniej nazywano go hupek, hutek a nawet wudwudek. Tak jak o hupku wiedziałem z relacji dawniej zasłyszanych tak o wudwudku nie miałem pojęcia i naprawdę nie lada się uśmiałem, wyczytawszy to w Ptakach Polski Andrzeja Kruszewicza.

Nie jest to jedyny odgłos jaki wydaje nasz bohater. Podczas czatowania przy dziupli dorosłe ptaki, po przekazaniu pokarmu odlatywały pozostawiając za sobą warkotliwe „czerrrr”. Początkowo myślałem, że zauważyły ruch w czatowni i niepokoiły się na nasz widok, co by świadczyło, że musimy szybko opuścić naszą „spaloną” już kryjówkę. Na szczęście przypomniałem sobie, że odgłos ten jest również wydawany właśnie podczas karmienia piskląt, zatem nie musi oznaczać najgorszego. W dodatku podekscytowany dudek wydaje z siebie coś na kształt „sziir”, przypominającego z daleka sierpówkę.

Po przekazaniu pokarmu dorosłe ptaki odlatywały pozostawiając echo warkotliwego "czerrrr"...

Jednak najbardziej charakterystyczne pozostanie już na zawsze up-up-up, wydawane podczas godów. Samce nawołują w ten sposób samiczki, siadając w najbardziej eksponowanym miejscu, tak by ich „hupiący” głos niósł się jak najdalej. By go z siebie wydać wyginają głowę i dziwnie nadymają szyję. Nigdy tego zjawiska na żywo nie widziałem, zatem pozostawiam to sobie na kolejny już ptasi sezon.

Fryzura na festiwal!

Nie wiem czy wiecie, ale właśnie zaczyna się jeden z najsłynniejszych legendarnych festiwali w Jarocinie. Mowa oczywiście o festiwalu rockowym, którego historia sięga lat 70-tych ubiegłego wieku. Co roku rzesze młodych ludzi z całej Polski, wyposażonych w namioty i karimaty łapie stopy, pociągi i wszystko co się da, by wspólnie przeżywać to wydarzenie. Swego czasu festiwal był manifestem wolności słowa, poglądów, stylu bycia. Tak moi drodzy młodzi Czytelnicy, kultura jarocińska rządziła się swoimi prawami, a przejawiała się między innymi w ubiorach i fryzurach! I właśnie ta niezależność i swego rodzaju protest skojarzył mi się z naszym wspaniałym dudkiem. Odpowiedź na podstawowe pytanie co łączy dudka z festiwalem w Jarocinie jest niewiarygodnie prosta – fryzura! Kultura rockowa i punkowa miała to do siebie, że jej wyznawcy nosili między innymi szumne kolorowe irokezy i innego typu misternie ułożone na głowie czuby. Do tego skórzane, obszarpane kurtki, spodnie i miliony różnego rodzaju kolczyków, łańcuszków i tym podobnych dodatków.

Irokez w wykonaniu dudka. Nie powstydziłby się go każdy prawdziwy fan festiwalu w Jarocinie.

Patrząc na dudki i to co jest dla nich najbardziej charakterystyczne na świecie – czubek, wprost nie można obejść się od skojarzenia z punkowymi kapelami. A może właśnie historia czubka wzięła się od dudka? Przyznam się szczerze, że nie wiem, choć z pewnością pierwszym właścicielem pięknego czubka na głowie nie był żaden z fanów rockowych zespołów, był nim z pewnością nasz dudek. Tak więc przy okazji zapraszam Was na festiwal w Jarocinie, który z pewnością dostarczy niezapomnianych wrażeń, tym bardziej, że w tym roku grają niezawodny Kult i Nosowska. A z tego co pamiętam wokalista Kultu, Kazik, swego czasu też taki czubek na głowie nosił. Nie stroszył go jednak co chwile jak nasz skrzydlaty bohater, i całe szczęście, bo byłoby to trochę dziwne.

bez czuba...

i z czubem...

Dudek tak naprawdę rozkłada swój wspaniały wachlarz tylko w momencie lądowania, zaciekawienia, podniecenia. Obserwując młode wyglądające z dziupli zauważyłem, że gdy tylko je coś zaintrygowało, np. przelatująca obok mucha, którą próbowały złapać, rozkładały swój czub. Podobnie działo się w momencie dolotu rodziców z pokarmem. Dorosły osobnik już w momencie lądowania rozkładał swój piękny wachlarz, trzymał go jeszcze przez chwilę, po czym, po karmieniu składał go z powrotem i odlatywał. W literaturze spotkacie się z opisem, że czub rozpostarty jest tylko przez chwile po wylądowaniu. Coś zatem na pewno w tym jest.

Przepiękną ozdobą dudka jest kilkanaście piór na głowie tworzących charakterystyczny czubek. Dudek rozkłada go tuż przed wylądowaniem. Po kilku sekundach ptak składa go ponownie niczym wachlarz...

Przyszło mi do głowy jeszcze jedno skojarzenie – indiański pióropusz. No ale zostawmy to już w spokoju, gdyż przecież zostało nam do omówienia jeszcze kilka niezwykłych cech dudków.

Jestem niejadalny!

Dudki to ptaki, które szybkością nie grzeszą. Ich lot jest stosunkowo wolny, łopoczący, można by stwierdzić, że wręcz troszkę niezdarny. W dodatku poruszają się przede wszystkim po otwartej przestrzeni, wśród łąk, pastwisk, na skraju lasów, zagajników, alei drzew czy opuszczonych wiejskich zabudowań. Jest to zatem ptak krajobrazu otwartego. Swoje dziuple oczywiście zakłada w drzewach, np. starych wierzbach na łąkach i pastwiskach. Dziupla, którą obserwowaliśmy wykuta była przez dzięcioła w dębie, co prawda w środku lasu, lecz niedaleko powierzchni otwartych – młodników, zabudowań. Generalnie należy jednak przyjąć, że przeważnie unika rozległych kompleksów leśnych, starając trzymać się ich skraju. Ma to związek oczywiście z pobieranym pokarmem. Dudek większość swojego życia spędza bowiem na ziemi, zwinnie skacząc wśród niskiej roślinności, w której szuka przede wszystkim owadów. W jego jadłospisie znajdują się całkiem spore okazy jak świerszcze czy turkucie podjadki. Pomocny w ich zdobywaniu jest również długi (4-5 cm), cienki i lekko zakrzywiony na końcu dziób. To doskonałe narzędzie pracy, które niczym pęseta wydłubuje z ziemi nawet zwinne dżdżownice.

Ofiarą padł całkiem spory świerszcz...

Naziemny tryb życia dudków spowodował, że ptaki te nie boją się również podejmować lęgów w różnego rodzaju ziemnych zakamarkach. Może to być dołek pod konarem, skupiskiem kamieni a nawet wyrwa w fundamentach domu. Z pewnością taki lęg jest bardziej narażony na presję ze strony drapieżników, kotów, kun, lisów a nawet ptaków drapieżnych. Jednak wbrew pozorom dudek wykształcił jako jeden z nielicznych gatunków ptaków niezwykłe wręcz systemy obronne. W przypadku zagrożenia, czy to w dziupli czy w gnieździe naziemnym, dudki potrafią wystrzyknąć z kloaki, produkowaną w gruczole kuprowym, cuchnącą woń wraz z kałem. Kto choć raz zarobi w oko taką mazistą wydzieliną, przypominającą z zapachu padlinę, z pewnością zniechęci się do dudków na całe życie. Ów wydzielina produkowana jest najintensywniej u ptaków młodych w pierwszych dwóch tygodniach życia. Wydziela ją również samica. Gdy młode dorosną, a robią to nadzwyczaj szybko, co można traktować też jako kolejne przystosowanie, gruczoł kuprowy stopniowo zanika. Młode dudki opuszczają swoją dziuplę już po 4 tygodniach. Oczywiście, w międzyczasie otwór wejściowy do dziupli jest już zdrowo osikany na lewo i prawo, stanowiąc niewidzialną aczkolwiek doskonale wyczuwalną barierę dla drapieżników.

To jednak nie wszystko czym potrafi zaskoczyć swych oprawców ten z pozoru delikatny ptak. W obliczu zagrożenia, po spuszczeniu bomby gazowej, dudki syczą i atakują dziobem, imitują zatem niebezpiecznego, agresywnego węża. A pamiętacie krętogłowa? Strategia ta jak widać sprawdza się również u innych gatunków. Potencjalny napastnik woli pozostawić takie UFO w spokoju, w obawie o swoje bezpieczeństwo.

W tym ujęciu wygląda na prawdziwego wojownika!

O tym, że dudki sporo czasu spędzają na ziemi, mówiliśmy już przed chwilą. Jest jednak z tym związane kolejne niebezpieczeństwo. Jako fanatyk ptaków szponiastych doskonale zdaje sobie sprawę, że latanie przy ziemi, takiego całkiem sporego ptaka (długość ciała do 30 cm), i to w krajobrazie otwartym z pewnością stanowi smakowity kąsek dla jastrzębia a nawet mniejszego krogulca. Jednak muszę się Wam przyznać, że mimo, iż kontrolowałem wiele rewirów tych drapieżników nie znalazłem żadnej oskuby dudka. A rewiry lęgowe tych ptaków z pewnością na siebie nachodziły. Co zatem tym razem wymyślił nasz indiański wojownik? To naprawdę niesłychane… w przypadku ataku z powietrza dorosłe dudki po prostu przywierają do ziemi, szeroko rozkładają skrzydła i ogon i kręcą głową na wszystkie strony z nastroszonym czubkiem! Niezwykłe płowo-rudawe ubarwienie kontrastujące z misternym czarno-białym wzorem na skrzydłach, układającym się w pasy niczym u papuaskiego wojownika, połączone z dziwnym zachowaniem, zdaje się mówić, jestem groźny, dziwny i niejadalny! Lepiej zostaw mnie w spokoju! No cóż… taka strategia chyba się sprawdza!

Kontrastowe czarno-białe wzory na skrzydłach i ogonie w razie potrzeby dezorientują przeciwnika. Nawet przy złożonych skrzydłach widać je z daleka.

W barwach słonecznej pomarańczy

Dudek jest pierwszym gatunkiem z wakacyjnego cyklu pn. „full color”, nawiązującego do wywoływania zazwyczaj niezwykle barwnych zdjęć z wakacji. Prócz niego w kolejnych odsłonach poznamy zimorodka, kraskę i żołnę. Wszystkie te 4 gatunki należą do rzędu kraskowych i moim zdaniem są najpiękniej ubarwionymi ptakami naszych lasów i łąk. To taka namiastka tropikalnego raju w naszym klimacie. I rzeczywiście, rodziny należące do tego rzędu naprawdę pochodzą z tropików. Na całym świecie występuje wiele gatunków zimorodków, żołn i krasek. Wszystkie odznaczają się podobnymi cechami, dlatego nie powinniśmy raczej mieć problemu z ich identyfikacją podczas podróży. Zdecydowanie najmniej jest dudków, bo tylko jeden gatunek, który podzielony jest na kilka podgatunków, niemal identycznych, w porównaniu np. do 90 gatunków zimorodków.

Ubarwienie naszych dudków można określić jako płowo-różowe, bądź pomarańczowe. Samce są intensywniej wybarwione i nieco większe od samic oraz od młodych, których upierzenie jest bardziej stonowane, jaśniejsze. Jednak określenie płci, gdy ptaki widzimy oddzielnie jest bardzo trudne. Jest to ptak bardzo zgrabny, o cudownie długiej i kształtnej szyi, ukazującej swe wdzięki zwłaszcza przy złożonym czubku oraz szerokich, zaokrąglonych skrzydłach w barwach czarno-białych. Całość tworzy niepowtarzalny na całym świecie wzór. I co najważniejsze pamiętajmy, że „każdy dudek ma swój… czubek!”.

Niezwykle zgrabna szyja uwydatnia się zwłaszcza przy złożonym czubku. Prawda, że piękna!

Do następnego razu, miłego weekendu!

Rafał
rafal@erys.pl

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archiwum

2011 (69)
2012 (61)
styczeń (5)
luty (4)
marzec (4)
kwiecień (5)
maj (5)
czerwiec (4)
lipiec (5)
sierpień (4)
wrzesień (5)
październik (8)
listopad (7)
grudzień (5)
2013 (48)
2014 (4)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij