home      PGL PGL Lasy
Państwowe
  blog edukatora          blog leśniczego          skrzydlate myśli     

autor Rafał   data 2011-09-10

Ptasi "Last Minute". Przefrunąć morze.

Długo się zastanawiałem od czego zacząć opowieść o ptasich wędrówkach i zupełnie nieoczekiwanie pomogło mi pewne zadanie, które miałem dziś do wykonania. Z samego rana otworzyłem skrzynkę pocztową w poszukiwaniu służbowego maila, a tu nagle pojawiła się wiadomość od mojego kolegi ornitologa, który przesłał mi informację o pierwszych w tym roku odczytach dotyczących migrujących bocianów czarnych. Słowo do słowa i już po chwili nie mogłem się doczekać, by zacząć pisać dla Was pierwszy artykuł z wrześniowego cyklu o ptasich wędrówkach, który zatytułowałem, nieco przewrotnie „Ptasi Last Minute”. Jest co opowiadać, więc bez zbędnej zwłoki zapraszam do lektury.

Jesienna wędrówka

Zjawisko masowego przemieszczania się ptaków od lat fascynuje i pobudza naszą wyobraźnię. Ptaki przemieszczają się z lęgowisk, a więc miejsc, gdzie łączą się w pary, budują gniazdo i wychowują młode, na zimowiska, obszary, na których bezpiecznie mogą spędzić najbardziej niekorzystne dla siebie miesiące. Zjawisko przemieszczania się ptaków między lęgowiskami a zimowiskami nazywa się migracją i występuje dwa razy w roku, na wiosnę oraz w okresie jesieni. Dla mnie szczególnie miłe jest określenie odlotów ptaków przed nastaniem zimy, które nazywamy potocznie, nieco poetycko, jesienną wędrówką. Nie spotkałem się jak dotąd z tak ładnym określeniem wiosennego powrotu, choć z pewnością moglibyśmy go nazwać chociażby powrotem do domu, dlaczego nie?

Biuro podróży „Pod słońcem Afryki

Można by rzec, że podobnie jak my, tak i ptaki wybierają za cel wakacyjnych podróży ciepłe kraje. Niestety dla nas wakacje nad ciepłym morzem dość szybko się kończą i po dwóch tygodniach spędzonych w gorącym słońcu egzotycznych plaż musimy stawić czoła nadchodzącej polskiej zimie. Ptaki pozostają natomiast „na wakacjach” wiele miesięcy, a wracają dopiero wówczas, gdy zima w ich rodzimych krajach ustąpi. Ponadto biuro ptasiej podróży jest ściśle zdefiniowane co do oferty i każdy gatunek corocznie wybiera dokładnie to samo miejsce na swoje zimowisko. Takie zjawisko zakodowania informacji, w tym przypadku dotyczącej celu podróży, nazywamy w świecie zwierząt imprintingiem (wdrukowaniem). Dzięki niemu ptak wie dokąd ma lecieć i wrócić a także, którą drogę wybrać. Ale zasadami nawigacji zajmiemy się nieco później.

Na  jaką ofertę „last minute” mogą liczyć nasze polskie gatunki? Otóż większość z nich wybiera się pod gorące słońce Afryki. To bardzo długa i niebezpieczna droga, na której poważnymi przeszkodami są wielkie powierzchnie mórz, zwłaszcza Morza Śródziemnego. By do niego dotrzeć ptaki migrujące z Europy, w tym również z Polski, lecą na południowy zachód wzdłuż wybrzeży Bałtyku, Morza Północnego i europejskich wybrzeży  Atlantyku. Drugim wariantem jest podróż na południowy wschód, wówczas ptaki docierają do Morza Śródziemnego od strony Grecji i Turcji. Później pozostaje już tylko przekroczyć, a w tym konkretnym przypadku, przelecieć, nad morzem.

Liczy się technika i…fizyka

Duże gatunki ptaków jak bociany czy ptaki szponiaste (kanie, orliki), posługujących się techniką lotu szybującego, będą unikać jednak otwartych morskich przestrzeni. Ptaki te, co możemy często zaobserwować w godzinach południowych wznoszą się wysoko nad ziemię, zataczając małe koła, bardzo rzadko poruszając przy tym skrzydłami. Nie muszą zatem też wydatkować na tę czynność energii. Dlaczego zatem ta technika nie jest im przydatna w starciu z morskimi falami? Z wyjaśnieniem tego zjawiska przychodzi nam na pomoc koszmar niektórych uczniów, w tym również i mój, spędzająca sen z powiek, fizyka.

Na szczęście dziś nie czas na klasówkę a jak już wspomniałem orłem z fizyki nigdy nie byłem. Tym samym musicie mi wybaczyć, gdyż właśnie teraz na chwilkę spróbuję się przemienić w nauczyciela tego skomplikowanego przedmiotu. Kozłem ofiarnym będzie myszołów. A dlaczego…, bo jest go najwięcej. Każdy z Was z pewnością widział krążące nad polami „mysie”, które wzbijały się wyżej i wyżej aż znikały z pola widzenia stając się ledwie widoczną kropką na tle błękitnego nieba. Niestety czasami robiły to zbyt szybko i nie dały nam tym samym przyjemności wnikliwej obserwacji upierzenia. Zatem wiecie już na pewno o czym mówię. Za wznoszenie się w powietrze naszego myszołowa i swobodne szybowanie odpowiedzialne są tzw. prądy wstępujące.

Zjawisko prądów wstępujących, zwanych również ciepłymi prądami wznoszącymi powstaje na skutek ogrzewania powietrza, które oczywiście najszybciej nagrzewa się w dolnych warstwach atmosfery, od odbijanych od powierzchni ziemi promieni słonecznych. Dlatego piasek na plaży tak parzy! Ciepłe powietrze blisko powierzchni ziemi jest lżejsze od zimnego, które kumuluje się wyżej. Między tymi dwoma warstwami istnieje niewidzialna bariera, która nie pozwala na swobodne mieszanie mas zimnych z ciepłymi, a to dzięki zjawisku lepkości powietrza. Często zdarza się jednak tak, że ta niewidoczna bariera zostaje przerwana i ciepłe powietrze unosi się w górę, przechodząc swobodnie przez warstwy chłodne. I w ten oto sposób powstaje komin termiczny, który teraz jak trąba powietrzna zasysa ciepłe powietrze z otoczenia i wynosi je w górę. Komin jest niewidoczny dla ludzkiego oka, ale doskonale wyczuwają go ptaki, które mają wielką wprawę w wyszukiwaniu ciepłych prądów. Dlatego już nie powinien Was dziwić fakt, że duże gatunki ptaków rozpoczynają swoje loty i szybowanie dopiero kilka godzin po wschodzie słońca, gdy ziemia dostatecznie się nagrzeje i tym samym zajdzie zjawisko komina termicznego.

A jaki ma to związek z morzem? Otóż powierzchnia morza nie ogrzewa się w takim stopniu jak ląd pod wpływem promieni słonecznych. Przez co chłodne masy wody nie pozwalają na utworzenie kominów powietrznych, zatem i technika lotu szybującego na nic się zda naszym kolosom. Ptaki te w starciu z wielką wodą mogłyby się posługiwać jedynie lotem aktywnym, jednak zbyt szybko straciłyby energię i nie dotarłyby do przeciwległego brzegu. Jedyne rozwiązanie to znaleźć najmniejszą z możliwych szczelinę łączącą dwa stałe lądy. Nasze kontynenty posiadają dwa takie łączniki – Cieśninę Gibraltarską na zachodzie oraz Cieśninę Bosforską na wschodzie. Czasami się zastanawiam co by było gdyby tych cieśnin nie było, czy ptaki odważyłyby się na dłuższą wyprawę przez morze, a może by zrezygnowały? Jednak jest to już zbyt wielka filozofia i pozwólcie, że nie odpowiem na to pytanie. Jednak dla wielu ptasich podróżników Morze Śródziemne nie stanowi dużej przeszkody. Do tej grupy należą ptaki posługujące się techniką lotu aktywnego (czynnego) a więc w zdecydowanej większości mali i średniej wielkości lotnicy jak jerzyki, jaskółki czy ptaki siewkowate. Mogą one przelecieć nad morzem na dużej wysokości w ciągu kilku do kilkunastu godzin i to bez odpoczynku.

CDN…

Rafał

rafal@erys.pl

Ciekawostki:

1.         Migracje ptaków nad Cieśninami Bosfor i Gibraltar są monitorowane przez organizacje ornitologiczne jak i niezrzeszonych ptakolubów. Wiele lat temu miałem okazję podróżować przez Bosfor podczas migracji jesiennej bocianów białych. Powiem Wam moi drodzy, że jest to niezapomniane przeżycie móc obserwować setki krążących ptaków na styku Europy i Azji. Podczas tegorocznej wiosennej migracji turecka organizacja İstanbul Kuş Gözlem Topluluğu (Istanbul Birdwatching Society), notująca codziennie migrację ptaków nad Bosforem odnotowała, że tylko w jednym dniu, 17 marca 2011 roku, przeleciały 2654 bociany!

2.         Na mapie przedstawiłem Wam dwie drogi migracji ptaków z Polski do Afryki na przykładzie bociana czarnego. Jak się domyślacie, dotyczą one gatunków, które posługują się techniką lotu szybującego, do którego niezbędne są ciepłe prądy wznoszące i kominy termiczne. Zwróćcie uwagę, że szlak omija większe zbiorniki wodne. Jednak zdarzają się często śmiałkowie, którzy podróżują przez Morze Śródziemne wykorzystując położenie greckich i włoskich wysp. Celem naszych boćków jest tropikalny region środkowej bądź południowej Afryki, z dużą ilością rzek i jezior. Jako świeżą ciekawostkę z radością przekazuję Wam nowinę, że 5 września br. odczytano jednego z naszych wielkopolskich bocianów czarnych w Niemczech. Numer obrączki odczytał Pan Jorg Kasper na stawie Neudorfer Teich koło wsi Klitten na Górnych Łużycach. Nasz bociek z Jarocina przebywał w grupie 7 dorosłych i 2 młodych, wśród których był również bociek zaobrączkowany w Czechach. Obserwacje migrujących polskich bocianów na zachód od naszej granicy potwierdzają, że nie wszystkie ptaki wybierają wschodni szlak wędrówkowy przez Bosfor. Spotkana na Łużycach grupa podąża prawdopodobnie szlakiem zachodnim, do Cieśniny Gibraltar i dalej na zimowiska do tropikalnej części zachodniej Afryki. Ptaki, które wybiorą szlak wschodni zimują z kolei na przeciwległym końcu Czarnego Lądu. Naszym bocianom życzymy rzecz jasna bezpiecznej podróży i spokojnego wypoczynku!

Komentarze (0)

Dodaj komentarz

Wpisz swoje imię
Twój komentarz
Wpisz kod z obrazka   
Zdjęcie CAPTCHA Odśwież obrazek

LOGIN

 

Archiwum

2011 (69)
styczeń (10)
luty (6)
marzec (9)
kwiecień (5)
maj (8)
czerwiec (6)
lipiec (6)
sierpień (4)
wrzesień (5)
październik (4)
listopad (4)
grudzień (2)
2012 (61)
2013 (48)
2014 (4)
Kanał RSS - nowy

 
 
Serwisy internetowe Lasów Państwowych wykorzystują pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub wykorzystanie.
Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.
Akceptuję politykę prywatności
zamknij