 W ostatnim tygodniu poznaliśmy jednego z najbardziej niezwykłych przedstawicieli ptaków siewkowatych – samotnika, zwanego również brodźcem samotnym. Wspomnieliśmy również, że gatunek ten podobny jest do łęczaka (Tringa glareola). Ptaki te można pomylić jedynie z wyglądu, gdyż pod względem preferowanych miejsc gniazdowych zasadniczo się różnią. Mimo, iż łęczak nazywany bywa nieco mylnie brodźcem leśnym, to na drzewach wcale nie gniazduje, w przeciwieństwie do dobrze nam znanego samotnika. Gniazdo łęczaka znajduje się w gęstej roślinności na ziemi. W Polsce osiadłego łęczaka jednak naprawdę trudno spotkać. Gniazdowania należą do wyjątkowych przypadków i zdarzają się jedynie lokalnie na wschodzie. Dlatego gatunek ten został sklasyfikowany w kraju jako skrajnie nieliczny gatunek lęgowy. Jego naturalnymi ostojami są torfowiska i mokradła w tajdze.
Zatem jedyną okazją do obserwacji obydwu gatunków razem, a więc i możliwości pomyłki, są wiosenne i jesienne przeloty. W okresie od VII-IX oraz od IV-V łęczaka możemy spotkać, nawet w dość dużych stadach, nad wodami śródlądowymi i na wybrzeżu. Wypatrujcie go na wszelkiego typu mokradłach i spuszczonych stawach. Jako ciekawostkę, rodem z zeszłorocznego cyklu o podróżach ptaków, dodam, że nasze brodźce wędrują głównie nocą, zatem mamy niestety dość marne szanse na obserwowanie ich masowych przelotów.
A dlaczego tak skupiam się na łęczaku? Otóż kilka dni po opublikowaniu tekstu o samotniku zadzwonił do mnie Antek z wiadomością, że wpadł mu w obiektyw nie kto inny tylko… łęczak. Czyż mogła być dla nas lepsza wiadomość? Zatem moi Kochani już wiecie co nas dzisiaj czeka. Prawdziwa uczta dla oka. Dzięki Antkowi mamy wspaniałą okazję do porównania obydwu gatunków. Bardzo gorącą Was do tego zachęcam. W poprzednim artykule znajdziecie podstawowe różnice w morfologii samotnika i łęczaka oraz piękne zdjęcia tego pierwszego. Dziś przypomnimy sobie na co zwracać uwagę diagnozując nasze brodźce.
W myśl zasady od ogółu do szczegółu na pierwszy ogień zwróćmy uwagę na ubarwienie, czyli szatę. Już z daleka zauważymy, że szata łęczaka jest jaśniejsza, bardziej brązowa a białe plamy na barkówkach, pokrywach i lotkach są dużo większe. Jest ich też dużo więcej. Dzięki temu ptak sprawia wrażenie generalnie jaśniejszego, bardziej „urozmaiconego”. Cechą diagnostyczną jest również ogon. W przypadku samotnika koniec ogona ozdobiony jest tylko kilkoma, bardzo szerokimi czarnymi pręgami. U łęczaka prążkowanie jest dużo węższe i gęstsze. Różnicę tę widać zwłaszcza podczas lotu.
Ponadto na piersi łęczaka brązowy rysunek jest rozmyty i sięga aż po boki, podczas gdy u samotnika jest wyraźnie odgraniczony od białego brzucha. Gdy obserwujemy dwa gatunki jednocześnie warto również zwrócić uwagę na nogi. U łęczaka są one jaśniejsze, żółtawo-zielone, a poza tym nieco dłuższe, przez co sprawia wrażenie smuklejszego. Również na głowie znajdziemy znaki szczególne w postaci jasnej brwi sięgającej wyraźnie za oko, w przeciwieństwie do nikłej białej plamki u samotnika, która za oko nigdy się nie rozlewa.
Połowa maja to już ostatni moment na obserwację tego sympatycznego gatunku. Większość osobników dotarła już na swoje tereny lęgowe. Sfotografowane przez Antka Kasprzaka na mokradłach w Puszczy Noteckiej ptaki również lada dzień udadzą się w ostatni etap swojej podróży. Mieliśmy dużo szczęścia, że udało się nam potowarzyszyć im na jednym z przystanków. Oby takie szczęście sprzyjało naszemu erysiowi jeszcze nie raz!
Rafał
rafal@erys.pl |
 Witam Was bardzo gorąco w ten deszczowy niedzielny poranek. Po kilku dniach wspaniałej, letniej pogody, dziś zdecydowanie odmienne klimaty. Na dworze smutno, ponuro i nieco nostalgicznie. W takim też nastroju będzie dzisiejsza opowieść o gatunku, który jest jak leśny duch. Skryty, odosobniony, żyjący w samotności. Niezwykle trudno go wypatrzeć, a spotkanie piskląt graniczy niemalże z cudem. To samotnik, wyjątkowy brodziec, którego zachowanie jest jakże odmienne od pozostałych gatunków z rodziny bekasowatych.
Podmokłe lasy, leśne strumienie, zalane rowy i bagniste sadzawki, starorzecza, ukryte w puszczy rozlewiska, to obszary zazwyczaj niedostępne, mało uczęszczane. By poruszać się po tak trudnym terenie jak łęgi czy olsy trzeba dysponować odpowiednim sprzętem a przede wszystkim należy wiedzieć na co zwracać uwagę, zwłaszcza, że „chodzenie po bagnach wciąga”. Takie właśnie zaciszne leśne ostępy są miejscem występowania samotnika (Tringa ochropus) - jedynego brodźca gniazdującego we wnętrzu lasów.
Jak pamiętacie siewkowce związane są z wodą, zamieszkują luźno zarośnięte wybrzeża, mokradła i torfowiska, głównie w biotopach tundry i tajgi północnej Europy i Syberii. W naszym kraju mamy okazję je obserwować zazwyczaj tylko podczas jesiennych i wiosennych przelotów. Samotnik należy jednak do tej nielicznej grupy, która i u nas jest lęgowa. Przez Polskę przebiega wschodnia granica jego areału lęgowego, który sięga dalej na północ, do Skandynawii oraz na wschód. Jego status krajowy ocenia się jako nieliczny, a większa populacja występuje w podmokłych lasach wschodniej części kraju.
Gniazda bekasowatych to przeważnie wykopany niewielki, płytki dołek w ziemi, który bywa dobrze zamaskowany. Pisze przeważnie, gdyż samotnik również jest pod tym względem wyjątkiem. W przeciwieństwie do wszystkich swoich kuzynów zakłada gniazdo nie na ziemi, lecz na drzewie! Nie buduje własnych, lecz zajmuje opuszczone gniazda drozdów, wron a nawet ptaków szponiastych. I to nawet bardzo wysoko położone – do 20 metrów nad ziemią. W dodatku samotniki są na tyle agresywne, że potrafią przepędzić pierwotnych lokatorów, oczywiście nie tych większych od siebie, ale z drozdem śpiewakiem czy kosem sobie poradzą bez większych problemów.
Samotnik to ptak bardzo skryty i płochliwy. Jeśli dopisze nam szczęście, to zazwyczaj dostrzegamy go dopiero po spłoszeniu. Wszystko za sprawą niezwykłej ostrożności samca. Gdy samica zajmuje się wysiadywaniem jaj samiec czatuje w pobliżu, śledzi okolicę i cały czas monitoruje bezpieczeństwo swojej rodziny. Gdy tylko coś go zaniepokoi od razu ostrzega swoją wybrankę a sam potrafi zwieść i odciągnąć intruza od gniazda. Wytropienie takiego gniazda jest niezwykle trudne. W dodatku młode od razu po wykluciu wyskakują z gniazda i wspólnie z rodzicami udają się na żerowiska, np. na śródleśne stawy. Może Was zastanawiać fakt, jak takie maluchy przeżywają skok z 20 metrów. Jednak są na tyle lekkie i „puchate”, że nawet tak długi lot nie powoduje uszczerbku na zdrowiu a lądowanie jest miękkie i bezpieczne. Gdy młode uzyskają już pełną lotność, co następuje po około 4 tygodniach, w razie niebezpieczeństwa również są w stanie skryć się w koronach drzew, w których mogą nawet nocować. Korony drzew to również doskonały punkt obserwacyjny dla samca, który ma wgląd na wodzącą pisklaki samicę jak i na całą okolicę. To prawdziwy samotny strażnik.
Łacińska nazwa samotnika, zwanego również brodźcem samotnym pochodzi od zabarwienia jego nóg, które są koloru szarawo-żółto-zielonego. Długość ciała samotnika waha się w granicach od 20-24 cm, należy więc do średniej wielkości bekasowatych. Gatunkiem, z którym najłatwiej go pomylić jest łęczak, który jednak jest u nas skrajnie nieliczne lęgowy, gniazdującym na torfowiskach i mokradłach w tajdze. Cechami odróżniającymi samotnika od łęczaka jest delikatnie kropkowany, dużo ciemniejszy wierzch skrzydeł w porównaniu do jaśniejszego, brązowawego, o dużych nakrapianych białych plamach łęczaka. Przez co wierzch ciała samotnika z daleka sprawia wrażenie wręcz jednolicie czarnego. Gdy przyjrzymy się ptakom z bliska zauważymy również, że samotnik nie posiada jasnej brwi za okiem, w przeciwieństwie do łęczaka a pierś samotnika jest ciemna i zazwyczaj wyraźnie odcina się od białego spodu ciała.
Wspaniałych zdjęć samotnika użyczył nam Antoni Kasprzak, któremu możemy tylko pozazdrościć obcowania „oko w oko” z tak tajemniczym gatunkiem. Zerkam za okno, a tu wciąż jeszcze chmury. Chyba czas na jakąś kawę i zaszycie się w samotności ostatków długiego weekendu.
Rafał rafal@erys.pl
|